Search
Durszlak.pl
piątek
sty112013

Spring rolls z nerkowcami i szpinakiem

 

Pomysł spadł na mnie w drodze powrotnej z wieczornego fitnessu:) Byłam strasznie głodna, więc i danie jest ekspresowe. 

Spring rolls z nerkowcami i szpinakiem

30 dk świeżego szpinaku

2 garstki nerkowców

opakowanie makaronu sojowego (100 g)

3 łyżki bezglutenowej śmietanki sojowej

2 ząbki czosnku

sos słodko-kwaśny z chilli

opakowanie papieru ryżowego

Spring rollsy moga być malutkie lub naprawdę spore, to już kwestia smaku i gustu kulinarnego, ale też umiejętności. Ogólna zasada przy zwijaniu brzmi: lepiej mniej nadzienia, niż więcej. Ale od początku. 

Orzechy prażymy na złoto (bez tłuszczu oczywiście), a suchy makaron zalewamy wrzątkiem i odstawiamy.

Na patelnię z kilkoma kroplami oleju wrzucamy pokrojony w talarki czosnek. Gdy puści aromat, dorzucamy umyty i lekko podarty szpinak (ja miałam bardzo duże liście). Czosnek szybko się pali i robi się gorzki. Można go więc podmażać bardzo krótko. Szpinak szybko się skurczy. po kilku minutach dodajemy do niego śmietankę i mieszamy. Odparowujemy przez chwilę, solimy do smaku i zestawiamy z ognia. 

Złote orzechy siekamy (ja posiekałam grubo), a makaron odcedzamy i lekko siekamy nozyczkami (można też nożem, ale nożyczki są bardziej poręczne). Dodajemy do niego 1-2 łyżki sosu słodkiego z chilli.

Każdy arkusz papieru ryżowego moczymy w letniej wodzie i nadziewamy kolejno makaronem, szpinakiem, orzechami. Wszystkiego po trochu, proporcjonalnie najwięcej jest makaronu. Zawijamy w zgrabny naleśnik i odkładamy. Przy tej operacji niezwykle ważne jest wyczucie. Świeżo zrobiony rollls jest trochę "rozlazły", więc traktujemy go delikatnie. Po chwili na talerzu stężeje i bez problemu będzie go można wziąć do ręki. 

Można podać z dodatkowym sosem chilli, ale wg mnie same są wystarczająco dobre:)

Jemy rękami, choć jak widać na zdjęciach, nie każdy dał radę - ach ci mięsożercy... :P

 

To było bardzo smaczne zakończenie dnia!

 

 

sobota
sty052013

Pyszne wegańskie ciasteczka do kawy

 

Są naprawdę pyszne! Nie spodziewałam się takiego efektu, mieszając same zdrowe składniki. Oczywiście te "batoniki" są dość kaloryczne (pestki i orzechy takie są), ale nie są to puste kalorie, ale solidna i wartościowa dawka energetyczna!

Ja improwizowałam. Inspiracją do tego wypieku był wpis na blogu 88 lemons. Wybrałam jednak inną mieszankę pestek i orzechów, pokombinowałam z aromatami. Użyłam także piekarnika, choć tamten przepis zakładał jedynie mocne schłodzenie gotowej masy. Wg mnie jednak pełnię smaku uzyskamy poprzez podpieczenie całości, bo ciasteczka będą bardziej chrupać i przede wszystim lepiej smakować. 

Pyszne ciasteczka do kawy

1,5 szklanki płatków jaglanych

2 szklanki popingu z amarantusa

1 szklanka migdałów (ja miałam ze skórką)

1 szklanka orzechów włoskich

1/2 szklanki nerkowców

20 g jabłek suszonych (pokrojonyh w kostkę)

1/2 szklanki syropu z agawy

1/2 szklanki cassonade lub innego ciemnego i drobnego cukru

1/2 szklanki masła migdałowego

1/2 szklanki masła z orzechów nerkowca

1 szklanka wody

1 łyżka esencji waniliowej w płynie

Orzechy delikatnie siekamy, ale nie na miazgę. Wszystkie składniki dokładnie mieszamy drewnianą łyżką. Masło odrobinę podgrzałam, żeby lepiej zlepiło masę. Dodajemy powoli około szklanki wody lub tyle, by masa była lepka. Woda spowoduje, że amarantus, płatki jaglane i cukier zamienią się w plastyczną masę. Na końcu dodajemy esencję waniliową. Gdy wszystko się klei, wkładamy do keksówki wyłożonej papierem do pieczenia i dokładnie uklepujemy.

Zapiekamy wszystko w 170 stopniach przez 15 - 20 minut (do czasu, gdy wierzch ładnie się zrumieni). Wyciągamy z piekarnika i studzimy. Nie rzucamy się na ciasto od razu! Na prawdziwy efekt trzeba jeszcze poczekać. Gdy ciasto jest chłodne, zawijamy je w folię aluminiową lub papier i wkładamy na przynajmniej godzinę do lodówki. Najlepiej, gdy pobędzie w niej przez noc. Po dokładnym schłodzeniu kroimy ciasto na około centymetrowe kawałki i podajemy. Jeśli coś zostanie, przechowujemy w lodówce (dłużej będzie świeże i łatwiej będzie się kroić). 

Największym fanem ciasteczek okazał się dzieciak. Oczywiście musiałam dokonać dość bolesnej reglamentacji, bo orzechy dla takiego malucha nie są w nadmiarze bezpieczne. Następnym razem dodam mniej orzechów, a więcej pestek i amarantusa, bo w takim wydaniu nic dziecku nie grozi.   

Zachęcam do stworzenia własnej mieszanki, bo panuje tu całkowita dowolność. 

Do dzieła łakomczuchy!

 

 

sobota
sty052013

Słodka zupa - krem z batatów

 

Znowu zupa:) Ale co poradzę, taka pora roku i takie upodobania dzieciaka. Moje dziecię nie poprawiło się jedzeniowo. Nadal jest wybredne i głównie żywi się mlekiem z maminej piersi oraz z proszku. W obu przypadkach jest więc niewegańsko (o ile matka uzna się za zwierzę) :)

A więc zupa. Pyszna, nadająca się dla dziecka, ale bardzo aromatyczna i doskonała na zimę. Najlepsza jest według mnie następnego dnia, gdy smaki się przegryzą. Można ją zjeść w takiej formie, jak na zdjęciu (z tzw. garnirem - jak ja lubię to słowo! - jadalnym i pysznym) lub wypić w kubku. 

Zimowy krem ze słodkich ziemniaków

Duża cebula cukrowa

2 bataty

1 mała marchewka

łyżeczka gorczycy

łyżeczka kminku

łyżeczka wiórków kokosowych

łyżeczka curry

łyżeczka suszonego imbiru

2 łyżki soku z cytryny

80 ml mleczka kokosowego

sól lub bulion warzywny w proszku (jest bardzo słony)

do przybrania: szczypiorek, tofu naturalne w zalewie

 

Głęboki garnek skrapiamy olejem do smażenia i wrzucamy wszystkie przyprawy po kolei: gorczyca, kminek, wiórki, curry, imbir. Muszą się przysmażyć i wypełnić mieszkanie pięknym aromatem. Cały czas je mieszamy. Po około 3 minutach wrzucamy do nich pokrojoną w kostkę cebulę. Uważając, by się nie przypaliła (ma się zeszklić), obieramy bataty i marchewkę i kroimy w cienkie plastry (ok. 5 mm). Gdy cebula jest miękka, dorzucamy bataty i marchewkę. Całość podsmażamy około 10 minut na małym ogniu. Bataty powinny nabrać intensywniejszej barwy i oblepić się przyprawami. 

Następnie zalewamy wszystko litrem wody i doprowadzamy do wrzenia, po czym zmniejszamy ogień. Solimy lub dodajemy bulion do smaku. 

Zupa gotuje się około 15 minut na wolnym ogniu - bataty i marchewka muszą być zupełnie miękkie. 

Gdy zupa jest gotowa, odstawiamy ją do ostygnięcia i jeszcze ciepłą blendujemy na krem. Następnie dodajemy mleczko kokosowe i znów blendujemy. Na końcu dolewamy sok z cytryny i mieszamy. 

Nie pomijajmy cytryny, bo łagodzi ona bardzo silną słodycz batata i marchewki. To nie jest danie dla tych, co nie lubią słodyczy. Zupa naprawdę jest słodka, ale w połączeniu z tofu i szczypiorkiem nabiera charakteru i takie dodatki polecam. Można też polać ulubioną oliwą lub dodać odrobinę chilli.

Przyprawy nie zblendują się na miazgę i jest to nawet przyjemne, bo delikatnie chrupią podczas jedzenia:)

Mój niejadek zjadł ze smakiem, a ojciec mięsożerca był bliski wylizania talerza (widziałam to w jego oczach!).

Jedzcie zupy i bądźcie zdrowi!

 

środa
sty022013

Sałatka na odtrucie:)

 

Jak tam świąteczne obżarstwo? Ja mam wiele grzechów na sumieniu... A z Nowym Rokiem, jak co roku, próbuję przynajmniej zacząć zdrowo i choć trochę odkupić świąteczno-sylwestrowe łakome wykroczenia. 

Dziś przygotowałam sałatkę, która aż kipi od wartości odżywczych, które pomogą nam postawić nasze zmęczone ciało do pionu. Jest to świetny pomysł na lekki, bezglutenowy i wegański lunch. 

Sałatka na odtrucie

1 torebka brązowego ryżu

1 duża cukinia

2-3 łyżki pestek dyni

2-3 łyżki suszonej żurawiny

łyżka soku z cytryny

łyżka musztardy

łyżeczka oliwy

opcjonalnie - kilka suszonych pomidorów (ja akurat nie miałam)

 

Gotujemy ryż i pilnujemy, by się nie rozgotował. Cukinię kroimy w drobną kostkę (ok 1cmx1cm) i krótko posmażamy na kilku kroplach oleju. Pestki dyni podpiekamy na patelni bez tłuszczu. W międzyczasie szykujemy sos: sok z cytryny + musztarda + oliwa = mieszamy do uzyskania aksamitnej konsystencji (ja używamy mini mieszadełka do piany z mleka na baterie z ikei:) ) Gdy ryż jest gotowy, studzimy i mieszamy go z pozostałymi składnikami w misce. Dodajemy sos i znowu mieszamy. Można odrobinę posolić, co podkreśli wyraziste smaki (jeśli jednak dodamy suszone pomidory, pomijamy dodatkową sól). 

Ta chrupiąca sałatka jest naprawdę bardzo zdrowa i smaczna. Kwaśna cytryna podkreśla cudowną słodycz żurawiny, a neutralna cukinia przyjmuje pokornie wszystkie smaki i dodaje sałatce delikatności. Wykończenie dania chrupiącymi pestkami pełni rolę wisienki na torcie i łączy wszystko w smakowitą całość. 

A teraz krótko na temat samych składników:)

brązowy ryż - masa witamin, błonnika i składników mineralnych. Ma ogromną przewagę odżywczą nad ryżem białym, który w tym porównaniu wypada bardzo jałowo. Witamina E, B6, magnez, białko, żelazo, cynk i wiele innych czynią z niego króla zbilansowanej diety. Taka forma ryżu obniża poziom cukru we krwi, o czym od dawna głosi medycyna chińska. Ma także działanie przeciwmiażdżycowe - obniża poziom cholesterolu we krwi. 

cukinia - to przede wszystkim smak i wyjątkowo delikatna konsystencja. Cukinia nie ma wielu wartości odżywczych, ale jest bardzo niskokaloryczna, więc warto uwzględnić ją w noworocznej diecie :)

pestki dyni - kolejna kopalnia witamin (głównie z gupy B) i mikroelementów! To także bogate źródło cynku, który jest naszym sprzymierzeńcem w walce z niedoskonałościami skóry. Kukurbitacyna przeciwdziała wszelkim infekcjoma pasożytniczym, z czego od dawna korzysta medycyna ludowa. Najzdrowsze są oczywiście surowe pestki dyni, ale prażone smakują lepiej...

żurawina - od dawna stosowana w leczeniu chorób układu moczowego, ale tu najlepiej sprawdza się jej jak najmniej przetworzona forma (np. świeży sok). Zawiera masę witami z grupy B (B1, B2, B6), dużą dawkę witaminy C oraz magnez, żelazo, potas, wapń. Znajdziemy w niej także cenne antyoksydanty. Żurawina wykazuje też właściwości przeciwbakteryjne i w okresie jesienno - zimowym wzmacnia naszą odporność. Przy żurawinie suszonej należy zwracać uwagę na ilość dodanego cukru, bo niektórzy producenci go niestety nie żałują.  

Wszystkiego dobrego w Nowym Roku!!! :)

 

poniedziałek
gru172012

Rozgrzewająca zupa z soczewicy

 

Ostatnio jemy sporo zup, co jest zupełnie typowe w tym okresie. Zupy wspaniale rozgrzewają, ale też regenerują organizm. Pozwalają nam skutecznie rozgrzać się od środka i uspokajają zmarznięte wnętrznośći. Szczególnie ważne jest, by dodawać do zup zioła i przyprawy, które nie tylko nadadzą zupie świetny smak, ale też przyczynią się do jej zbawiennego wpływu na nasz układ trawienny. 

Zupa z soczewicy, szczególnie czerwonej, jest wdzięcznym wyborem. Robienie jej zajmuje niewiele czasu, możemy ją przyrządzić na wiele sposobów, a sama soczewica doskonale chłonie dodane aromaty. Dzisiejszy przepis polecam na chłody. Może on z powodzeniem zastąpić cały obiad - ja czułam się po nim bardzo syta. 

Rozgrzewająca zupa z soczewicy

1 łyżka roślinnego oleju do smażenia

1 łyżeczka wiórków kokosowych

1 łyżeczka ziaren gorczycy

pół łyżeczki sproszkowanego chilli

1 łyżeczka ziaren kminku

1 łyżeczka mieszanki curry

1 łyżeczka mieszanki garam masala

1 duża cebula

2 marchewki

1,5 szklanki czerwonej soczewicy

100 g mleczka kokosowego

sól do smaku

 

W głębokim garnku rozgrzewamy olej. Wiórki, gorczycę, chilli, kminek, curry i garam masalę po kolei wrzucamy do garnka. Po wrzuceniu każdej przyprawy mieszamy wszystko drewnianą łyżką. Zrumieniamy chwilę, nic nie może się przypalić. 

Gdy aromaty rozniosą się po sąsiadach dorzucamy drobno posiekaną cebulę. W tym czasie kroimy marchewkę (na cienkie talarki). Po minucie dorzucamy ją do cebuli. Mieszamy wszystko dokładnie i chwilę trzymamy na gazie. Marchewka i cebula powinny wchłonąć aromaty przypraw i być nimi oblepione. 

Po około 6 minutach (cały czas uważając, by nic się nie przypaliło) dorzucamy do garnka soczewicę. Mieszamy ją z cebulą, marchewką i przyprawami. Po chwili dodajemy około 2 - 2,5 litra wody. 

Przykrywamy i czekamy, aż zupa się zagotuje. Gdy tak się stanie, zmniejszamy ogień i gotujemy powolutku pod przykryciem około 15 - 20 minut, od czasu do czasu sprawdzając, czy soczewica nie przywarła do dna. Co jakiś czas mieszamy. 

Gdy soczewica jest miękka, a zupa widocznie się zagęści (soczewica może nawet lekko się rozgotować, co doda zupie kremowej konsystencji), czas na mleczko kokosowe. Dodajemy je, podgrzewamy całość przez 3 minuty (cały czas mieszając) i wyłączamy. Próbujemy i dodajemy sól, by zupa nie była mdła. 

Po jej zjedzeniu jesteśmy szczęśliwszymi ludźmi! :)