Search
Durszlak.pl
niedziela
gru092012

Listopadowy Urban Market 2012

Byliście? Nie zrobiłam wielu zdjęć, bo byłam strasznie wkręcona w atmosferę tego wydarzenia. Wspaniali ludzie, idealne wnętrze, dzikość serc. No, może bywało trochę ciasno, ale bez przesady, w końcu matka z natury jest stadna.

Minęło już kilka tygodni, ale pozwolę sobie przypomnieć kilka najsmaczniejszych kąsków, które spotkałam na drodze. Oczywiście Urban Market to nie tylko jedzenie, bo sporą częśc czasu poświęciłam na zwiedzanie stoisk z ubraniami rodzimych projektantów. Niczym wściekła bestia napadłam między innymi na stoisko Kowalskiego, u którego kupiłam dwie sukienki, a bluzę dostałam gratis! :) Warto być miejskim zwierzakiem i łowić takie okazje, których jest naprawdę coraz więcej. 

Wracając do jedzenia:) Wegańsko było bardzo, ale bezglutenowo tylko trochę. Poniżej krótka fotorelacja z najciekawszych stoisk, gdzie weganin bezglutenowy mógł sobie podjeść. 

 

 

 

 

 

 




  

 

Bardzo polecam kolejne edycje. Mnie tam na pewno nie zabraknie!

piątek
gru072012

Tempeh z winnym ryżem

 

Coś dla fanów kiełbaski:) No bo tempech właśnie tak smakuje, szczególnie po zrumienieniu na patelni (bez tłuszczu). To alternatywa dla tofu, w którym struktura ziaren soi ginie. Tempeh ma zwartą strukturę i widoczne ziarna soi. Jest świetnym źródłem białka, a w wartościach odżywczych prześciga popularne tofu, ze względu na mnejsze przetworzenie. Ja użyłam wędzonej wersji, która ma bardzo intensywny smak i z łagodnym warzywnym ryżem stanowił dobrą kombinację. 

Tempeh z winnym ryżem

50 g wędzonego tempeh

1 torebka ryżu brązowego

1 por

1 marchewka

mała szalotka

4 łyżki białego wina

szczypta kurkumy

tymianek

pieprz, sól

woda

musztarda zielona

Gotujemy brązowy ryż. W międzyczasie rozrzewamy patelnię (można dać pół łyżeczki oleju roślinnego do smażenia) i wrzucamy posiekanego pora, szalotkę i marchewkę. Gdy warzywa się zeszklą, podlewamy winem. Chwilę dusimy i podlewamy kilkoma łyżkami wody. Marchewka powinna lekko zmięknąć, ale absolutnie nie można jej rozgotować. Ma nadal lekko chrupać. Gdy taki stan osiągniemy, dorzucamy na patelnię ugotowany ryż i mieszamy. Dodajemy tymianek, pieprz, sól i chwilę zostawiamy na gazie. Na samym końcu posypujemy szczyptą kurkumy, by ryż miał apetyczny kolor (uważamy na ilość, bo kurkuma smienia smak).

Tempeh kroimy w kostkę i wrzucamy na rozgrzaną patelnię. Kawałki powinny zrumienić się z każdej strony. I już - jest gotowy. Bardzo dobrze komponuje się z musztardą (jak to kiełbasa:P) - ja użyłam zielonej.

Układamy pięknie na talerzu i wmawiamy mięsożercy, że to podwawelska:) Smacznego!

 

piątek
lis232012

Kotleciki wegańskie ze szpinakiem i tofu

 

Bardzo lubię manualne prace w kuchni, a najbardziej lubię lepić:) Może dlatego, że robię to dość rzadko:) 

Najczęściej lepię kotleciki, bo moi panowie bardzo lubią taką formę. Mięsożercy zwykle zapominają o tym, że kotlety wcale nie muszą być mięsne. Wystarczy kilka smacznych składników o dobrej konsystencji i mamy pyszne, pełne danie. 

Rano ugotowałam kaszę jaglaną, którą częściowo zjedliśmy na śniadanie. Pozostałą część stała się bazą kotlecików. Użyć można każdej kaszy, którą lubimy. Dla lepszego efektu powinna być dość miękka, a nie sypka. Doskonale do lepienia nadają się rośliny strączkowe, jak ciecierzyca i fasola. Ja użyłam tego, co miałam w lodówce i efekt był bardzo smaczny. 

 

Kotleciki wegańskie ze szpinakiem i tofu

200 g szpinaku

2 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej

2 ząbki czosnku

100 g tofu rosso

1 czubata łyżka koncentratu pomidorowego

łyżeczka oliwy

łyżka mąki z ciecierzycy

bułka tarta bezglutenowa

olej do smażenia

Szpinak lekko posiekałam i poddusiłam z czosnkiem i odparowałam wodę (trochę musi zostać). Dodałam ugotowaną kaszę i dokładnie wymieszałam. Tofu pokroiłam na małe kosteczki (i tak rozpadnie się w masie) i dodałam do miski. Następnie wrzucamy kolejno wyciśnięty czosnek, koncentrat pomidorowy, oliwę i mąkę z ciecierzycy. Jeśli masa jest za sucha, podlewamy odrobiną wody. 

Lepimy kotleciki - z wyczuciem. Każdy obtaczamy w małej ilości bułki tartej bezglutenowej (można ją pominąć) i obsmażamy na złoto na rozgrzanej patelni. Kotleciki można też przygotować w piekarniku, ale trzeba bardzo pilnować, by się nie wysuszyły. To jest oczywiście bardziej dietetyczny sposób na obiad. 

Gotowe kotlety podałam z sałatą, pomidorami i podpieczonymi pieczarkami z pieprzem z sosem balsamicznym. 

 

 

 

wtorek
lis132012

Krupnik z kurkumą - dla buntownika

 

Mamy kolejny bunt! Bunt jedzeniowy rzecz jasna. Nic dzieciakowi nie pasuje! Matka musi ostatnio wykazywać się niesamowitym sprytem i fantazją kulinarną, co w przypadku szynka nie ma nic wspólnego z wyrafinowaniem:) Ma być prosto i ładnie, może wtedy coś zje. 

Krupnik jest ulubioną zupą dzieciaka. Matka, nauczona przez własną matkę, robi go oczywiście na modłę bezglutenową. Używam drobnej kaszy gryczanej niepalonej (tzw. krakowska) i zupa wychodzi pyszna. Dziś postanowiłam dodać daniu ładnego koloru, żeby ta mieszanka, która niektórym kojarzy się z breją, skojarzyła się dla odmiany ze słońcem, którego ostatnio tak brakuje. Na ratunek przybyła kurkuma - przyprawa pięknej barwy, bardzo zdrowa i niezmywalna:) Co do ostatniego, to proszę potraktować ostrzeżenie poważnie - nawet z blendera, którym kiedyś potraktowałam żółtą zupę, do tej pory nie zeszła. Śliniak wskazany.

Krupnik z kurkumą 

2 marchewki

4 ziemniaki

1 pietruszka

2 małe szalotki

liść laurowy

3 ziarenka ziela angielskiego

pół szklanki kaszy gryczanej krakowskiej (np. taka)

sól

pieprz

Marchewkę i pietruszkę kroję na cienkie plastry i wrzucam na wrzątek (ilość zależy od tego jak gęstą zupę chcemy uzyskać). Dodaję drobno pokrojoną szalotkę, ziele i listek laurowy. Na małym ogniu gotuję wywar, zajmuje to około 20 minut. Po tym czasie dorzucam bardzo drobno pokrojone ziemniaki, które wcześniej czekały w misce zimną wodą. Gdy całość się zagotuje - solę. Mieszam i po 4 minutach dodaję kaszę. Od tej pory trzeba pilnować, by krupnik się nie przypalił, więc co chwilę mieszamy, by kasza nie przywarła do dna garnka. Kaszy dojście zajmuje ok. 7 minut. 

Zupa powinna zgęstnieć, zrobić się zawiesista, a smaki muszą się przegryźć. 

Na samym końcu wyjmuje ziarenka ziela i listek laurowy. Dodaję pół łyżeczki kurkumy. Tyle wystarczy, by zupa nabrała apetycznej barwy i lepiej rozgrzała organizm. 

Na talerzu można polać odrobiną oliwy lub dodać trochę masła. Sama użyłam pieprzu, ale dzieciak dostał oczywiście wersję bez. 

 

 

 

poniedziałek
lis052012

Doskonały bulion warzywny

 

Jesienne warzywa i kilka godzin wolnego czasu na podtrzymanie paleniska - tylko tyle trzeba do uzyskania doskonałego, artomatycznego bulionu jarskiego. Kluczową sprawą jest gotowanie na malutkim ogniu. Bulion musi dochodzić bardzo wolno, a smaki powoli się przenikać. Wartości takiej ciepłej mikstury są nie do przecenienia. Poza bazą do wielu dań, takich jak risotto, zapiekanki i oczywiście zupy, bulion ma właściwości lecznicze (podobnie jak rosół na mięsie) i nadaje się dla chorych, przeziębionych i symulantów w każdym wieku:) Mięsożercy także będą zachwyceni, bo to smak wyjątkowy i nie do podrobienia.

Nie będę się rozwlekać. Oto on - doskonały w swojej prostocie, kuszący bogactwem bukietu...

Bulion wegański

4 marchewki

pół dużego selera

jedna duża pietruszka z nacią

2 czerwone cebule

1 biała cebula

duży por

1 fenkuł

6 dużych pieczarek

1/4 główki kapusty włoskiej

1 pomidor

3 ząbki czosnku

olej do smażenia (u mnie z pestek winogron)

150 ml białego wina 

5 ziaren ziela angielskiego

3 listki laurowe

sól

pieprz

sos balsamico (lub zredukowany ocet balsamiczny)

 

Warzywa, poza pomidorem, obieramy i (ewentualnie pokrojone na duże kawałki) wrzucamy do dużego garnka (u mnie 9 litrów).

Mój garnek wyglądał tak: 

 

Na dno wlewamy 2 łyżki oleju i wstawiamy na gaz. Podsmażamy kilka minut, aż warzywa lekko się przyrumienią. Następnie dodajemy ok. 3 litry wody, wino, całego pomidora, ziele, listek, czosnek (całe ząbki) i doprowadzamy do wrzenia. Przykrywamy pokrywką i zmiejszamy ogień do minimum. Od tej pory bulion ma pyrkać, czyli ledwo ledwo się gotować. Ja wyznaję zasadę, że im dłużej bulion się gotuje, tym wspanialszą energię zyskuje, a co za tym idzie, ma więcej właściwości leczniczych. Z tego względu mój wywar bardzo wolno gotował się aż sześć godzin. Generalnie jednak wystarczą trzy, smaki wystarczająco się przenikną. 

Po tym czasie doprawiam bulion solą, pieprzem i octem balsamicznym. Na ok. 3 litry płynu uzyłam 2 łyżek gęstego sosu balsamicznego. Następnie go przecedzamy. Warzywa można dodać na talerzu jako garnir, ale nie mają one zbyt wielu cennych składników odżywczych po tak długiej kąpieli.

Można go po prostu pić, bo wspaniale rozleniwia zmęczone po całym dniu mięśnie. Dodaje też jednak sił, gdy nie możemy ruszyć się z kanapy. Ja podałam go dziś z makaronem ryżowym i niczego więcej nam nie brakowało.