Search
Durszlak.pl

Entries in blw (2)

środa
paź102012

Ryżowe kule szpiegule

 

Lubicie ryż do sushi? Ja bardzo! Jednym z najlepszych ryżowych wyborów jest Perla Kukusai, który polecił mi jakiś czas temu kolega i właściciel  Masali (tak na marginesie, bardzo polecam odwiedzenie, najlepiej osobiste; w tym miejscu można liczyć na miłą rozmowę i świetne porady kulinarne; mają też doskonałe kursy!). Ryż trzeba umieć zrobić, ale przy odrobinie precyzji nie jest to trudne. Wystarczy też zwykły garnek ze szczelną pokrywką lub kawałkiem grubej folii aluminiowej. 

Dziś podaję super prosty przepis na szybką kolację. Ojciec mięsożerca sobie i tylko sobie przypisuje zasługę nauczenia mnie tej skomplikowanej sztuki lepienia. Chylę czoła i przyznaję, inspiracja jest oczywista! ALE to ja dodałam do oryginału świeży imbir :P

Wbrew pozorom kule, dzięki połączeniu ryżu z sezamem, są bardzo sycące. To danie dla dorosłych i dzieci. Mój szynek zjadł trzy kule i zagryzł (swoim jednym milimetrowym zębem) marynowanym imbirem:)

Ryżowe kule szpiegule

2 szklanki ryżu Perla Kukusai

2 szklanki wody

kubik 1cmx1cm świeżego imbiru

3 łyżki octu ryżowego (u mnie Mitsukan)

5 łyżek sezamu

sól wg uznania

 

Ryż gotujemy jak do sushi. Podaję swój sposób. 

Suchy ryż wsypujemy do garnka. Płuczemy pod wodą (tzw. kranówą) ok. 8 razy. Płuczemy oznacza w tym wypadku przeczesywanie palcami, względnie delikatne, acz zdecydowane masowanie każdego ziarenka z osobna i wszystkich naraz:) Nie ważne jak, ważny jest efekt: ziarenka muszą pozbyć się skrobi, stać się lekko przeźroczyste, ale nie powinny się połamać. Po tych zabiegach pielęgnacyjnych odlewamy wodę i zalewamy ryż 2 szklankami czystej (wody). 

Wstawiamy na gaz na maksa i szczelnie przykrywamy (pokrywką lub folią alu). Gdy zabulgocze, solimy i na sekundę zdejmujemy z gazu i wstawiamy ponownie, tym razem na minimalną moc. Po około 10 minutach woda powinna się wchłonąć. Można sprawdzić czy ryż jest wystarczająco miękki. Jeśli nie, zostawiamy go pod przykryciem na wyłączonym już gazie, żeby doszedł. 

Gdy ryż jest gotowy, zdejmujemy pokrywkę i zostawiamy ok 10 minut do ostygnięca. Jeszcze ciepły ryż traktujemy octem. Mieszamy wszystko tak, by nie połamać ziarenek. Następnie dodajemy starty imbir i mieszamy ponownie. Zostawiamy na kolejne 10 minut. 

Jeszcze letni ryż formujemy za pomocą mokrej dłoni w zgrabne kulki. WIelkość zależy od upodobania. U mnie była dopasowana do wielkości dzieciakowej dłoni:) Nasze małe dzieła sztuki obtaczamy w uprażonym wcześniej na suchej patelni sezamie. Podajemy razem z marynowanym imbirem i sosem sojowym. Jemy rękami.

Kulki najlepiej smakują po zupełnym ostudzeniu. Mogą też spokojnie poczekać na swoją kolej w pudełku lunchowym - polecam jako obiad do pracy.

 

środa
cze062012

O jedzeniu z dzieciakiem i białkowy fastfood

Propozycja na szybko, czyli to, o czym matka bardzo często marzy. 

Na początek mały wtręt na temat wspólnego jedzenia. Jestem na diecie bezglutenowej, w związku z tym na codzień, gdy jesteśmy z szyneczką sami, jemy to samo, czyli bez glutenu. Dzieciak dodatkowo gluten dostaje najczęsciej w postaci pieczywa lub domowych kluseczek (coś ekstra, gdy matka jest łaskawa). Gdy przychodzi weekend, zwykle glutenowe szaleństwo jest większe, bo tatko je z nami. Jestem zwolenniczką jedzenia posiłków całą rodziną i tego, by dzieciak siedział ze wszystkimi przy stole. Z tego względu mamy krzesełko bez stoliczka - bardzo popularny w skandynawskich domach tripp trapp: 

 

Dzieciak je mało i jest z gatunku szyneczek mało otłuszczonych, żeby nie powiedzieć chudych. Po tatce. Natomiast jest też bardzo ciekawy wszystkiego, co znajduje się na stole i co jemy my. Dlatego odkąd skończył magiczne 6 miesięcy, zawsze siedzi przy stole z nami i “je” to, co my. Nazwijmy to próbowaniem. 

W książkach “metodę” nazywają BLW. Dla mnie jest to jedna wykorzystywanych sztuczek, które mają na celu nauczenie dzieciaka, że jedzenie jest ciekawe i że warto wszystkiego spróbować. Nie jestem ortodoksem i podaję czasem zupę, czy inne jednogarnkowe danie łyżką. Wiem wiem, są matki cierpliwe, które pozwalają dziecku wyjadać ziemniaki ręką z barszczu czerwonego. Bo to jest naturalne, daje dziecku wolność. To nie ja.  

Podsumowując: dzieciak zawsze je z nami przy stole. Próbuje wszystkiego, z zastrzeżeniem, że bardzo uważam na sól i tłuszcz i ostre przyprawy (które bardzo lubimy) - organizm dziecka nie jest na te sprawy jeszcze gotowy. 

Makaron - teraz kilka zdań o nim. 

Makaron “sojowy” powinien być prawdziwy, czyli najlepiej z groszku i fasoli:) Spokojnie, najważniejsze, by był bez glutenu. Ja używam Longkou vermicelli. Czytamy skład i będzie git. Ja bardzo dokładnie przeglądam etykietki.

Ta propozycja jest prosta i moje podniebienie zadowala w pełni. Nie podałabym tego na romantyczną kolację, ale lunch jest to, śmiem twierdzić, idealny. Daje sytość na dobrych kilka godzin i dzięki pikanterii, rozpala energię życiową do czerwoności!

Składniki:

100 g makaronu “sojowego”

100 g wędzonego tofu

puszka ciecierzycy

łyżka pasty curry

bezglutenowy sos sojowy

rukola - wg uznania

pół avocado

sezam

szczypiorek

Makaron zalewamy wrzątkiem i zaparzamy przez 5 minut. W tym czasie rozgrzewamy patelnię i wrzucamy na nią wędzone tofu (ma bardzo wyrazisty smak) i cieciorkę (może dobrej jakości z puszki). Podsmażamy. Można patelnię posmarować tłuszczem, ale ja na niego uważam, więc chwilę prażę składniki na suchej patelni, a następnie podduszam na kilku kroplach wody. Po chwili wrzucamy na patelnię odcedzony (może zostać trochę wody) makaron i mieszamy. Część główną mamy za sobą, teraz przyprawiamy. Ja do mojego makaronu dodałam łyżeczkę Yellow Curry Paste (bardzo ostre - dzieciak w to miejsce dostaje szczyptę kurkumy i cuminu) i łyżkę bezglutenowego sosu sojowego Kikkoman. Wszystko wymieszałam na ciepłej patelni. Na koniec zimne składniki, bo wiosną uwielbiam dodawać do ciepłych potraw składniki surowe - taki rytuał przejścia do lata. Porwaną rukolę (ja dałam ok. 20-30 g) ii avocado wrzucam, mieszam i szybko przekładam do miski. Całość posypuję szczypiorkiem i prażonym sezamem.

Nie użyłam do dania żadnego tłuszczu, poza tym w avocado i sezamie. Te w zupełności zaspokoją potrzeby naszego organizmu, a smakowo potrawa niczego wg mnie nie traci. No, może kilka kropel oliwy z chilli lub oleju sezamowego w roli wykończenia, nadałoby potrawie jeszcze ciekawszy wymiar…

 

To danie to świetny, wysokobiałkowy fast food. Jeśli lubicie składniki, takie połączenie powinno skutecznie połechtać wasze podniebienia.

Najlepiej smakuje jedzone pałeczkami. Ja akurat byłam w niedoczasie, więc danie połknęłam w mniej wyrafinowany sposób:)