Search
Durszlak.pl

Entries in curry (4)

niedziela
sty202013

Tempeh w curry

 

Zimą królują u nas różne mieszanki curry. Rozgrzewają zziębnięte kości i poprawiają krążenie, a nadają się dla wszystkich członków rodziny. Dzieciak je curry w wersji łagodnej i taka jest zupełnie bezpieczna dla małoletnich. Takie jednogarnkowe curry jest bardzo łatwe w przyrządzeniu i robi się je ekspresowo.

Tempeh w curry

100 g tempehu

2 marchewki

1/4 selera (można pominąć, ja lubię)

300 g szpinaku

1 por

1 duża cebula cukrowa

3 łyżki śmietanki sojowej

sól do smaku

jako dodatek ryż jaśminowy

Tempeh ostrożnie kroimy w kostkę (żeby się nie rozwalił) i podmażamy na odrobinie oleju. Dorzucamy pora i cebulę pokrojone w kostkę. Chwilę podduszamy, aż lekko się zeszklą. Pamiętamy o tym, by dość delikatnie mieszać całość, bo tempeh jest kruchy (i tak trochę się rozpadnie, ale ja wolę większe kawałki). Po tym czasie dorzucamy pokrojoną w talarki marchewkę, seler (jest intensywny i zmienia smak, nie jest konieczny). Podsmażamy wszystko razem i podlewamy lekko wodą. Dusimy ok 7 minut, aż marchewka lekko zmięknie, ale nie będzie rozgotowana. Na samym końcu dodajemy dokładnie umyty szpinak i kika razy mieszamy wszystko razem. 

Gdy warzywa się połączą, dodajemy śmietankę i curry - wg uznania. 

U nas do dania był ryż jaśminowny i kapusta modra z cebulką. Może to nie jest typowe połączenie, ale wg mnie ten kolorowy talerz byl piękny, smaczny i bardzo sycący.

 

 

środa
paź242012

Angina, mielone i Indian summer:)

 

Puk puk! Co u Was? Bo u nas angina! Nigdy przenigdy nie byliśmy z dzieciakiem tak długo zamknięci w czterech ścianach (sam na sam) i nigdy przenigdy matka nie miała tak srogich myśli - z rozpaczy nad swym losem prawie odmroziła odłożone dla mięsożercy mięso na mielone i zjadła na surowo. Dzieciak jednak się zlitował i po kilku dniach skakania po matczynej głowie swymi hobbicimi (po tatusiu) stopami, dał za wygraną. Ha! Matka zatem pozostała matką wegańską i wykonując trenning autogenny powoli skanalizowała żądną krwi energię w inną, smaczniejszą, na wskroś indyjską stronę:)

Potrawa jest o tyle wymagająca, że przydają się wszystkie wymienione niżej składniki. Nie każdy ma je w spiżarce. Poza tym przygotowanie jej to żadna filozofia, jest też bardzo tania. Należy jej jednak próbować w trakcie przygotowywania i dosmaczać do własnych preferencji. Przepis pochodzi z bardzo fajnej książki: Kuchnia Indyjska. Najlepsze Przepisy. Danie nieco zmodyfikowałam na potrzeby własnych upodobań, ale są to zmiany kosmetyczne.

Południowoindyjska soczewica z warzywami 

2 łyżki oleju do smażenia (u mnie z pestek winogron)

1 łyżeczka nasion gorczycy

1 łyżeczka kminku

2 łyżeczki sproszkowanego chilli

4 łyżeczki gotowej mieszanki curry

2 poszatkowane ząbki czosnku

2 łyżki wiórków kokosowych

2 łyżeczki garam masala

4 pomidory bez skórki

1 cukinia

1 por

2 szklanki czerwonej soczewicy

duża łyżka masła orzechowego

3 - 4 szczypty soli

 

Rozgrzewamy olej na głębokoiej patelni (może być garnek, najlepiej żeliwny). Smażymy, dodając kolejno: gorczycę, kminek, chilli, curry, czosnek, wiórki kokosowe. Po chwili dodajemy suchą soczewicę i mieszamy. Dodajemy garam masalę, pomidory pokrojone w kostkę i kubek wody. Pomidory powinny całkiem się rozpaść. Jeśli zabraknie płynu do duszenia soczewicy, podlewamy delikatnie wodą. Soczewica musi sie ugotować do miekkości. Gdy tak się stanie, dodajemy niedbale pokrojonego pora (i tak się rozpadnie). Gdy się zeszkli, wrzucamy cukinię pokrojoną w półksiężyce, mieszamy kilka razy i po kilku minutach wyłączamy gaz. 

Ja na koniec, jeszcze do ciepłego dania na patelni, dodałam kopiastą łyżkę masła orzechowego. Oryginalny przepis zakłada polanie potrawy tłuszczem z czosnkiem i kolendrą, ale według mnie potrawa jest wystarczająco sycąca. 

Danie jest bardzo aromatyczne, ale nadaje się dla dziecka. Można ewentualnie zrezygnować z jednej łyżeczki chilli, by nie pociekły łzy:) Mój szynek zjadł z porcją jaśminowego ryżu. Smacznego!

 

niedziela
paź072012

Po wakacjach zawsze kapie z nosa!

Dawno nas tu nie było! Wróciliśmy wreszcie z lekko opóźnionych wakacji, a i komputer, który był w naprawie, też dopiero wczoraj rozpakował walizkę:) Za karę, że tak nam dobrze było w cieple, ja i szynek od razu dostaliśmy kataru. A fe! I co my byśmy zrobili bez naszej cudownej jaglanki? Po jej letnio-owocowych odsłonach, którymi raczyliśmy się w cieple, przyszedł czas na wersje jesienno-zimowe.

Oba przepisy, zamieszczone poniżej, pomogły nam dojść do siebie. Przypominam w tym dziwnym, przejściowym czasie, o cudownych walorach zdrowotnych kaszy jaglanej (m. in. doskonale wyciąga wilgoć z organizmu, polecana przy katarze). Dzieciak na początku się wzbraniał, przyzwyczajony do kaszy przypominającej ulepek, którą pożerał latem z owocami. Ale nie ma przebacz! Surowym owocom powoli mówimy do widzenia, na rzecz rozgrzewających przypraw i owoców w formie ciepłej. 

 

Jaglanka I - z curry

szklanka ugotowanej jaglanki (jak gotować w mazurskim poście)

1 duża marchewka

1 por

1 cukinia

8 pieczarek

ząbek czosnku

30 ml. mleczka kokosowego

2 łyżeczki łagodnej mieszanki curry (np. kamis)

sól do smaku

Warzywa scieramy na grubych oczkach, pora kroimy i wrzucamy po kolei na patelnię. Wszystko dusimy na kilku łyżkach wody i soku z pieczarek. Gdy warzywa zmiękną, dodajemy ugotowaną kaszę. Mieszamy. Podlewamy mleczkiem kokosowym i dodajemy curry. Mieszamy ponownie i po 3 minutach podgrzewania na małym ogniu wyłączamy. Tę wersję podałam z żółtą fasoką szparagową z czosnkiem, oliwą i suszonymi pomidorami oraz surówką z marchewki. 

 

 

Jaglanka II - z boczniakiem

szklanka ugotowanej jaglanki (jak gotować w mazurskim poście)

400 g boczniaków

2 małe cebule

6 suszonych pomidorów

płaska łyżka pieprzu ziołowego

sól do smaku

 

Cebulę dusimy na kilku lyżkach wody. Gdy będzie szklista, dodajemy drobno pokrojone boczniaki. Gotujemy wszystko razem na małym ogniu ok. 10 minut, do wyparowania większości wody. Dodajemy drobno pokrojone suszone pomidory, kaszę i pieprz ziołowy (doskonały do potraw z grzybami!). Wszystko mieszamy i gotowe.

     

U nas podane w towarzystwe doskonałych, jędrnych kiszonych ogórków z chilli cioci Małgosi:)

(Pozdrawiamy!!! Były pyszne!!!). 

wtorek
lip172012

Curry na pokrzepienie... bo wiatr, bo chmury, bo dzieciak nie chce jeść

  

Curry to ulubiona mieszanka przypraw dzieciaka. Zawsze mu smakuje. Smakuje = nie pluje jedzeniem na odległość = pozwala sobie włożyć 5,5 łyżki do łyja. Ponieważ mamy ostatnio strajk głodowy i dzieciak żywi się wyłącznie tym, co matka i jej przyległości produkują, trzeba było uruchomić plan awaryjny. Zatem: curry.

O zaletach tej przyprawowej mieszanki można pisać elaboraty. Najbardziej zbawiennym elementem kombinacji jest niewątpliwie kurkuma, która ma nie tylko właściwości przeciwzapalne, ale też (dzięki kurkuminie) wykazuje silne działanie żółciotwórcze i rozkurczowe. Wyciągi z kurkumy poprawiają proces wchłaniania składników pokarmowych oraz pomagają w usuwaniu złogów żółciowych z układu żółciowego. Kurkuma, szczególnie w kombinacji z czarnym pieprzem, wykazuje silne działanie antynowotworowe. Przyprawa najlepiej zdaje egzamin zimą, bo w kuchni 5 przemian należy do przemiany ognia, szczególnie ważnej w naszej strefie klimatycznej — pomaga w odkwaszeniu organizmu i rozgrzewa.

W związku z powyższym jemy curry często. Dla siebie używam ostrej pasty. Gdy gotuję dla dzieciaka, najlepsza wg mnie jest mieszanka kamisu — łagodna, ale wystarczająco aromatyczna. Dziś użyłam kalafiora, który wspaniale przyjmuje smaki, a w tej kombinacji wychodzi wybornie.

 

Curry z czerwonym ryżem

1,5 szklanki czerwonego ryżu

pół średniego kalafiora

2 szklanki bulionu warzywnego

2 cebule cukrowe

2 ząbki czosnku

4 łyżki curry

1 łyżka kurkumy

3 łyżki rodzynek złotych (z bazarku)

4 łyżki nerkowców

sól

pieprz

papryka ostra w proszku

szczypiorek do dekoracji

Cebulę dusimy z czosnkiem na kilku kropach wody. Gdy jest zeszklona, dodajemy ryż i podgrzewamy przez kilka minut, mieszając.

   

Podlewamy bulionem warzywnym, zmniejszamy ogień i przykrywamy folią aluminiową - niech się poddusi 12 minut. Następnie dorzucamy pokrojonego w plastry kalafiora, mieszamy. Dodajemy curry i kurkumę i podlewamy szklanką wody. Na końcu dodajemy rodzynki. Przykrywamy folią i dusimy przez 15 minut na minimalnym ogniu.

Tę potrawę musimy gotować tyle, ile każe nam nasza kuchenka. Różne są moce przerobowe tych cudowych maszyn (moja mocno grzeje), więc po czasie podanym w moim przepisie należy próbować.

 Gdy ryż jest miękki, a kalafior jeszcze jędrny, dosmaczamy wg naszych wymagań - sól, pieprsz, papryka ostra.

Na koniec posypujemy potrawę nerkowcami. W wersji zdrowszej powinny być surowe, w wersji smaczniejszej - podprażone na suchej patelni :) Tak czy inaczej są one jedynym źródłem tłuszczu w tej potrawie, bo nie dodałam do niej nawet kapki oliwy. Dla dzieci i nie-wegan doskonale sprawdzi się zwykłe surowe masło, w roli wykończenia. 

 

 

Curry świetnie smakuje w towarzystwie puree ze słodkich ziemniaków. Ale o tym... innym razem :)