Search
Durszlak.pl

Entries in hummus (2)

sobota
mar302013

wiosna na wegańskim wypasie

 

Witam wszystkich po długiej przerwie!

No i mój powrót przeciągnął sie znów o kilka dni... Niestety dzieciak złapał jakieś rota-świństwo i pod koniec zeszłego tygodnia musieliśmy pojechać do szpitala i spędzeliśmy tam kilka dni. Było, minęło, jest dobrze, wiosna, zioła na balkonie, dzieciak w pełni sił i szczęśliwy! Cieszymy się i korzystamy ze słońca.

W związku z paromiesięczną nieobecnością spróbuję wrócić na bogato i od razu będzie post po-świąteczny. Potrawy, które przygotowałam, są bardzo uniwersalne i z powodzeniem można je robić przez cały rok, nie tylko od święta. Wielkanoc spędzaliśmy w tym roku u matki matki, która zawsze bardzo dba o moje podniebienie i nagina tradycyjna kuchnię do moich strasznie skomplikowanych wymagań. Postanowiłam więc wspomóc ją jak tylko mogę i stanąć na wysokości córkowego zadania. I tak oto powstały 2 ciasta, 2 pasztety i jedna mniej wielkanocna, ale bardzo wiosenna przystawka. Jedno ciasto nie wyszło, ale o tym za chwilę.   

Inspiracje czerpałam ze świetnego i już osławionego bloga o kuchni wegańskiej Jadłonomia. Doskonale napisany, ze świetnymi i apetycznymi zdjęciami. No nie mogłam się oprzeć. Polecam! Przepisy lekko zmodyfikowałam, ale mam nadzieję, że efekt był równie dobry.

 PASZTETY

Pasztet z fasoli z cząbrem i melisą

3 szklanki fasoli Jaś

2 i 1/2 sporej cebuli

2 średnie jabłka

2 łyżki cząbru

garść świeżych liści melisy

1 łyżeczka gałki muszkatałowej

3 ząbki czosnku

1 łyżka musztardy

5 łyżek oleju słonecznikowego

sól i pieprz do smaku

miałam dodać łyżkę siemienia do zlepienia masy, ale... zapomniałam:)

Jasia (może być inna biała fasola) gotujemy w nieosolonej wodzie. Na dużą patelnie wrzucamy pokrojoną w pióra cebulę, a po chwili obrane i pokrojone jabłka. Posypujemy cząbrem i dodajemy odrobinę wody, aby wszystko razem dusiło się do miękkości. Gdy składniki są gotowe, dorzucamy czosnek, olej, musztardę i łączymy je w misce i miksujemy na jednolitą masę - ja użyłam blendera. Dodałam dosłownie kapkę wody, co ułatwiło cały proces. Na koniec dorzuciłam ok. 15 listków świeżej melisy i wymieszałam. Solimy i pieprzymy do smaku.

Gotową masę przekładamy do nasmarowanej tłuszczem keksówki i pieczemy ok. 40 minut w 180 stopniach.

Kroimy po ostudzeniu.

Ten pasztet to mój faworyt i na stałe wszedł do mojego spisu potraw codziennych. Jest doskonały z żurawiną, musztardą, czy chrzanem.

 

Pasztet z soczewicy

3 szklanki czerwonej soczewicy

3 duże marchewki

4 łyżki bezglutenowej bułki tartej

1 łyżka kuminu

1 łyżka bezglutenowego sosu sojwego

1 łyżka czarnuszki

1/3 małej ostrej papryczki chilli

sól i pieprz do smaku

Soczewicę gotujemy w osolonej wodzie do miękkości. W tym samym czasie przygotowujemy marchewkę. Scieramy ją na tarce i dusimy razem z przyprawami na patelni. Czarnuszka jest niezbędna, bo dodaje  całemu daniu niesamowitego wyrazu. Gdy soczewica jest gotowa, odsączamy ja na sicie i łączymy z marchewką. Dorzucamy bezglutenową bułkę tartą i przekładamy do nasmarowanej tłuszczem keksówki.

Pieczemy ok 40 minut w 180 topniach.

 OSZUKANY SERNIK :)

 

Nerkownik czekoladowy

spód:

1 szklanka zmielonych orzechów włoskich

1/2 szklanki daktyli

1/2 szklanki maku

Wypełnienie:

3 szklanki nerkowców

3 łyżki soku z cytryny

1/3 szklanki kakao (mogłam dać trochę więcej na tę ilość orzechów)

1/2 szklanki syropu z agawy

2 czubate łyżki oleju kokosowego

woda do rozrzedzenia masy (u mnie ok 1/2 szklanki)

Spód: wszystkie składniki mielimy i gotową masą wylepiamy dno foremki na tartę.

Nadzienie: nerkowce moczymy całą noc lub ok. 8 godzin. Następnie odsączamy je z wody, wrzucamy do miski z resztą wymienionych składników i mielimy na jednolitą, aksamitną masę. Następnym razem dam więcej kakao, żeby ciasto było jeszcze bardziej czekoladowe. 

Masę wykładamy na spód i wkładamy ciasto do lodówki. Powinno w niej postać przynajmniej przez noc, ale najlepsze jest po 24 godzinach (a po 2 dniach smakuje jeszcze lepiej!). Po wyjęciu posypujemy wierzch suszoną żurawiną (najlepiej całymi owocami) i gruboziarnistą solą morską. Byłam zaskoczona tym smakiem i na pewno jeszcze nie raz zrobię to ciasto! Pyszka! 

Zrobiłam jeszcze nerkownik różany wg tego przepisu, ale niestety nie wyszedł. Zamiast wody różanej dodałam konfiturę z róży i dałam za dużo wody, chyba głównie dlatego coś poszło nie tak. No i może za krótko je schłodziłam. Ciasto nie było niezjadliwe, ale byłam nim zawiedziona. Ale na pewno nie poddam się tak łatwo, następnym razem będę się trzymać przepisu :) Za to mam zdjęcie, wyglądał ładnie:)

 PRZYSTAWKI

Hummus z zielonego groszku

Zrobiłam też bardzo prostą  przystawkę z mrożonego groszku. Zamrożoną torebkę (ok. 400 g) wyjmujemy z zamrażarki i wykładamy zawartość na sitko. Zostawiamy na 1-1,5 godziny do odcieknięcia. Po tym czasie wrzucamy do miski, dodajemy 2 łyżki pasty tahini, łyżkę oliwy i ząbek czosnku. Miksujemy na aksamitną masę (jeśli trzeba dodajemy łyżkę wody) i solimy do smaku. Można też dodać kilka listków melisy lub mięty - smak będzie ciekawszy. Odstawiamy do lodówki na kilka godzin lub całą noc. Podałam je na łódeczkach z cykorii z dodatkiem majonezu wegańskiego z tego przepisu.

 

Poza wymienionymi wyżej potrawami na moim talerzu znalazły się: pory w sosie vinaigrette (doskonałe, przepis mamy, wkrótce będzie tu), wegańska sałatka ziemniaczana (także przepis wkrótce) i wegańska sałatka warzywna (jak mawia ojciec mięsożerca - pawik;) ). A wszysko to z doskonałym chrzanem, który nieźle trzepał wnętrzności i kwaskowatą żurawiną.

Życzę wszystkim wspaniałej, słonecznej wiosny!

I obiecuję, że teraz wracam na dobre po tym długim, zimowym leniuchowaniu. Niebawem też przyznam się co było powodem mojego zniknięcia, ale to już pewnie w maju :)

 

 

środa
cze062012

Hummus i tabbouleh, czyli wojna

Hummus i tabbouleh to baza do fantazjowania nt kuchni wegańskiej. Te dwie pyszne potrawy są punktem wyjścia dla wielu moich kulinarnych rozmyślań i poczynań. Obie są pożywne i bogate w składniki niezbędne w wegańskiej diecie i obie również można modyfikować w nieskończony sposób.

Te dwie pozycje przygotowałam niedawno na obiad ze znajomymi mięsożercami. Miał być grill, więc trochę samolubnie postanowiłam przyjść z własnym jedzeniem by dogodzić sobie, a tylko przy okazji cudzym podniebieniom:) Przygotowanie obu dań zajęło mi - z zegarkiem w ręku - 35 minut. Wg mnie to nieźle, szczególnie, że ilościowo starczyłoby dla 8-10 osób (oczywiście jako przystawka). 

A dlaczego wojna? O obie potrawy toczy się od dawien dawna spór między Libanem, a Izraelem. Te kraje uparcie uważają się za autorów receptur i tak już pewnie zostanie. Podobno Libańczycy podjęli nawet próbę opatentowania nazwy hummus, ale sprawa zakończyła się niepowodzeniem. Przyznam szczerze, że wcale nie dziwi mnie próba zawłaszczenia sobie praw do tych pysznych potraw. Sama nie wyobrażam sobie bez nich życia i za każdym razem, gdy je przyrządzam, podejmuję desperacką próbę oryginalnej modyfikacji - by przepis był mój mój mój:)

Poniżej dzielę się zatem “moimi” przepisami. Obie potrawy są łatwe w przygotowaniu i naprawdę ciężko jest popełnić błąd.

Tabbouleh

Z racji diety bezglutenowej zamiast kaszki kuskus użyłam kaszy jaglanej. Nie wszyscy są jej fanami, ale chyba nikt nie zaprzeczy jej cudownym walorom zdrowotnym - jest to jedna z najzdrowszych kasz. Polecam szczególnie przy przeziębieniu - pięknie wyciąga wilgoć z organizmu. Minusem użycia tej kaszy jest czas przygotowania. Kuskus robi się w 5 minut, na jaglankę potrzeba ok. 30. Warzyw użyłam sezonowych, a orzeszki piniowe, których używam najczęściej, magicznie wyparowały z szafki. Zastąpiłam je prażonymi pestkami słonecznika. 

Składniki:

kasza jaglana ok. 200 g suchego produktu

12 średnio grubych szparagów

300 g ekologicznych pomidorków koktajlowych (dobrze sprawdzają się śliwkowe)

2 duże ząbki czosnku

150 g ziaren słonecznika

duży pęczek eko szczypiorku

duży pęczek eko pietruszki

1 cytryna - sok

8 łyżek oliwy extra vergine

sól

pieprz

Kasza: suchy produkt wsypuję do garnka i prażę na średnim ogniu, od czasu do czasu mieszając. Kasza ma pięknie pachnieć, ale uważamy na temperaturę - nie może się przypalić. Po kilku minutach zdejmujemy garnek z ognia i odstawiamy o ostygnięcia. W tym czasie gotujemy wodę w innym garnku, porządnie solimy (szparagi lubią sól) i wrzucamy złamane szparagi (aby uniknąć twardych końców pojedynczy szparag po prostu łamiemy - powinien pęknąć w miejscu, gdzie kończy się zdrewniałą część). Umyte pomidorki kroimy na pół i wrzucamy do miski. Ostudzona kaszę płuczemy ok 5 razy pod zimną wodą, by pozbyć się zanieczyszczeń. Tak przygotowana kasza powinna w dużym stopniu być pozbawiona goryczki. Zalewamy kaszę wodą w stosunku 1:1,5 (powinna być dość miękka), przykrywamy szczelnie i po zagotowaniu solimy i trzymamy ok 20 minut na małym ogniu. Cała woda ma zostać przez kaszę całkiem wchłonięta. Jeśli kasza za bardzo się wysuszy, można dodać jeszcze pół szklanki.

Szparagi wyciągamy z wody po ok. 7 minutach i od razu wrzucamy pod lodowatą wodę - nie powinny stracić pięknej zielonej barwy. Kroimy je na 2 cm kawałki i dorzucamy do pomidorków. Do mieszanki wyciskamy czosnek, dodajemy drobno posiekany szczypiorek i uprażone na suchej patelni ziarna słonecznika i dorzucamy ugotowaną i przestudzoną kaszę. Dokładnie mieszamy.

Na koniec przyprawy. Wyciskamy sok z cytryny, pieprzymy (ja daję sporo pieprzu) i dodajemy oliwę. Dla odważnych smak pożna podkręcić odrobiną chilli.

Eko zieleninę i pomidorki zamawiam w niezawodnym vege box. Zamiast zwykłej zieleniny do tabbouleh będzie pasował także szczypiorek czosnkowy (wtedy używamy mniej czosnku, bo ma bardzo intensywny smak). Smak doskonale uzupełni także kolendra - polecam samodzielny wysiew (mój na zdjęciu przy hummusie).

Hummus

Tu sprawa jest prostsza, o ile nie gotujemy ciecierzycy. W wersji fast food proponuję ciecierzycę z puszki. Testowałam ich kilka (o tym napiszę później) i większość jest zjadliwa:) 

Składniki

2 puszki ciecierzycy - 2x 400g

3 łyżki pasty tahini

duży ząbek czosnku

30 g rukoli

1-2 łyżeczki kuminu rzymskiego

sól

szklanka wody (przegotowana lub mineralna)

czarny sezam (do dekoracji)

kilka kropli oleju sezamowego (do dekoracji)

Składniki - poza rucolą -  mieszamy i blendujemy. Bardzo ważne, by od razu dodać wodę - wtedy mamy pewność, że nasz blender się nie zapcha. Ja już 2 blendery na hummusie spaliłam, a mój obecny bardzo lubię, dlatego uprzedzam lojalnie:) Dekorujemy ziołami, sezamem (u mnie czarny) i olejem sezamowym. 

Zdaję sobie sprawę, że większość przepisów uwzględnia także dodatkowo oliwę. Wg mnie jest to składnik zbędny. Po pierwsze pasta tahini sama w sobie zawiera dużo tłuszczu, a po drugie ciecierzyca jest z natury ciężka i moim zdaniem więcej tłuszczu nie potrzebuje. Powyższa wersja hummusu smakuje mi najbardziej i mogę go jeść łyżkami, z sałatką lub samą. Wcale nie potrzebuję pity, chleba, czy innego TFU mącznego wynalazku!!! … :)