Search
Durszlak.pl

Entries in humus (1)

środa
cze062012

Hummus i tabbouleh, czyli wojna

Hummus i tabbouleh to baza do fantazjowania nt kuchni wegańskiej. Te dwie pyszne potrawy są punktem wyjścia dla wielu moich kulinarnych rozmyślań i poczynań. Obie są pożywne i bogate w składniki niezbędne w wegańskiej diecie i obie również można modyfikować w nieskończony sposób.

Te dwie pozycje przygotowałam niedawno na obiad ze znajomymi mięsożercami. Miał być grill, więc trochę samolubnie postanowiłam przyjść z własnym jedzeniem by dogodzić sobie, a tylko przy okazji cudzym podniebieniom:) Przygotowanie obu dań zajęło mi - z zegarkiem w ręku - 35 minut. Wg mnie to nieźle, szczególnie, że ilościowo starczyłoby dla 8-10 osób (oczywiście jako przystawka). 

A dlaczego wojna? O obie potrawy toczy się od dawien dawna spór między Libanem, a Izraelem. Te kraje uparcie uważają się za autorów receptur i tak już pewnie zostanie. Podobno Libańczycy podjęli nawet próbę opatentowania nazwy hummus, ale sprawa zakończyła się niepowodzeniem. Przyznam szczerze, że wcale nie dziwi mnie próba zawłaszczenia sobie praw do tych pysznych potraw. Sama nie wyobrażam sobie bez nich życia i za każdym razem, gdy je przyrządzam, podejmuję desperacką próbę oryginalnej modyfikacji - by przepis był mój mój mój:)

Poniżej dzielę się zatem “moimi” przepisami. Obie potrawy są łatwe w przygotowaniu i naprawdę ciężko jest popełnić błąd.

Tabbouleh

Z racji diety bezglutenowej zamiast kaszki kuskus użyłam kaszy jaglanej. Nie wszyscy są jej fanami, ale chyba nikt nie zaprzeczy jej cudownym walorom zdrowotnym - jest to jedna z najzdrowszych kasz. Polecam szczególnie przy przeziębieniu - pięknie wyciąga wilgoć z organizmu. Minusem użycia tej kaszy jest czas przygotowania. Kuskus robi się w 5 minut, na jaglankę potrzeba ok. 30. Warzyw użyłam sezonowych, a orzeszki piniowe, których używam najczęściej, magicznie wyparowały z szafki. Zastąpiłam je prażonymi pestkami słonecznika. 

Składniki:

kasza jaglana ok. 200 g suchego produktu

12 średnio grubych szparagów

300 g ekologicznych pomidorków koktajlowych (dobrze sprawdzają się śliwkowe)

2 duże ząbki czosnku

150 g ziaren słonecznika

duży pęczek eko szczypiorku

duży pęczek eko pietruszki

1 cytryna - sok

8 łyżek oliwy extra vergine

sól

pieprz

Kasza: suchy produkt wsypuję do garnka i prażę na średnim ogniu, od czasu do czasu mieszając. Kasza ma pięknie pachnieć, ale uważamy na temperaturę - nie może się przypalić. Po kilku minutach zdejmujemy garnek z ognia i odstawiamy o ostygnięcia. W tym czasie gotujemy wodę w innym garnku, porządnie solimy (szparagi lubią sól) i wrzucamy złamane szparagi (aby uniknąć twardych końców pojedynczy szparag po prostu łamiemy - powinien pęknąć w miejscu, gdzie kończy się zdrewniałą część). Umyte pomidorki kroimy na pół i wrzucamy do miski. Ostudzona kaszę płuczemy ok 5 razy pod zimną wodą, by pozbyć się zanieczyszczeń. Tak przygotowana kasza powinna w dużym stopniu być pozbawiona goryczki. Zalewamy kaszę wodą w stosunku 1:1,5 (powinna być dość miękka), przykrywamy szczelnie i po zagotowaniu solimy i trzymamy ok 20 minut na małym ogniu. Cała woda ma zostać przez kaszę całkiem wchłonięta. Jeśli kasza za bardzo się wysuszy, można dodać jeszcze pół szklanki.

Szparagi wyciągamy z wody po ok. 7 minutach i od razu wrzucamy pod lodowatą wodę - nie powinny stracić pięknej zielonej barwy. Kroimy je na 2 cm kawałki i dorzucamy do pomidorków. Do mieszanki wyciskamy czosnek, dodajemy drobno posiekany szczypiorek i uprażone na suchej patelni ziarna słonecznika i dorzucamy ugotowaną i przestudzoną kaszę. Dokładnie mieszamy.

Na koniec przyprawy. Wyciskamy sok z cytryny, pieprzymy (ja daję sporo pieprzu) i dodajemy oliwę. Dla odważnych smak pożna podkręcić odrobiną chilli.

Eko zieleninę i pomidorki zamawiam w niezawodnym vege box. Zamiast zwykłej zieleniny do tabbouleh będzie pasował także szczypiorek czosnkowy (wtedy używamy mniej czosnku, bo ma bardzo intensywny smak). Smak doskonale uzupełni także kolendra - polecam samodzielny wysiew (mój na zdjęciu przy hummusie).

Hummus

Tu sprawa jest prostsza, o ile nie gotujemy ciecierzycy. W wersji fast food proponuję ciecierzycę z puszki. Testowałam ich kilka (o tym napiszę później) i większość jest zjadliwa:) 

Składniki

2 puszki ciecierzycy - 2x 400g

3 łyżki pasty tahini

duży ząbek czosnku

30 g rukoli

1-2 łyżeczki kuminu rzymskiego

sól

szklanka wody (przegotowana lub mineralna)

czarny sezam (do dekoracji)

kilka kropli oleju sezamowego (do dekoracji)

Składniki - poza rucolą -  mieszamy i blendujemy. Bardzo ważne, by od razu dodać wodę - wtedy mamy pewność, że nasz blender się nie zapcha. Ja już 2 blendery na hummusie spaliłam, a mój obecny bardzo lubię, dlatego uprzedzam lojalnie:) Dekorujemy ziołami, sezamem (u mnie czarny) i olejem sezamowym. 

Zdaję sobie sprawę, że większość przepisów uwzględnia także dodatkowo oliwę. Wg mnie jest to składnik zbędny. Po pierwsze pasta tahini sama w sobie zawiera dużo tłuszczu, a po drugie ciecierzyca jest z natury ciężka i moim zdaniem więcej tłuszczu nie potrzebuje. Powyższa wersja hummusu smakuje mi najbardziej i mogę go jeść łyżkami, z sałatką lub samą. Wcale nie potrzebuję pity, chleba, czy innego TFU mącznego wynalazku!!! … :)