Search
Durszlak.pl

Entries in ryż (3)

piątek
gru072012

Tempeh z winnym ryżem

 

Coś dla fanów kiełbaski:) No bo tempech właśnie tak smakuje, szczególnie po zrumienieniu na patelni (bez tłuszczu). To alternatywa dla tofu, w którym struktura ziaren soi ginie. Tempeh ma zwartą strukturę i widoczne ziarna soi. Jest świetnym źródłem białka, a w wartościach odżywczych prześciga popularne tofu, ze względu na mnejsze przetworzenie. Ja użyłam wędzonej wersji, która ma bardzo intensywny smak i z łagodnym warzywnym ryżem stanowił dobrą kombinację. 

Tempeh z winnym ryżem

50 g wędzonego tempeh

1 torebka ryżu brązowego

1 por

1 marchewka

mała szalotka

4 łyżki białego wina

szczypta kurkumy

tymianek

pieprz, sól

woda

musztarda zielona

Gotujemy brązowy ryż. W międzyczasie rozrzewamy patelnię (można dać pół łyżeczki oleju roślinnego do smażenia) i wrzucamy posiekanego pora, szalotkę i marchewkę. Gdy warzywa się zeszklą, podlewamy winem. Chwilę dusimy i podlewamy kilkoma łyżkami wody. Marchewka powinna lekko zmięknąć, ale absolutnie nie można jej rozgotować. Ma nadal lekko chrupać. Gdy taki stan osiągniemy, dorzucamy na patelnię ugotowany ryż i mieszamy. Dodajemy tymianek, pieprz, sól i chwilę zostawiamy na gazie. Na samym końcu posypujemy szczyptą kurkumy, by ryż miał apetyczny kolor (uważamy na ilość, bo kurkuma smienia smak).

Tempeh kroimy w kostkę i wrzucamy na rozgrzaną patelnię. Kawałki powinny zrumienić się z każdej strony. I już - jest gotowy. Bardzo dobrze komponuje się z musztardą (jak to kiełbasa:P) - ja użyłam zielonej.

Układamy pięknie na talerzu i wmawiamy mięsożercy, że to podwawelska:) Smacznego!

 

środa
paź102012

Ryżowe kule szpiegule

 

Lubicie ryż do sushi? Ja bardzo! Jednym z najlepszych ryżowych wyborów jest Perla Kukusai, który polecił mi jakiś czas temu kolega i właściciel  Masali (tak na marginesie, bardzo polecam odwiedzenie, najlepiej osobiste; w tym miejscu można liczyć na miłą rozmowę i świetne porady kulinarne; mają też doskonałe kursy!). Ryż trzeba umieć zrobić, ale przy odrobinie precyzji nie jest to trudne. Wystarczy też zwykły garnek ze szczelną pokrywką lub kawałkiem grubej folii aluminiowej. 

Dziś podaję super prosty przepis na szybką kolację. Ojciec mięsożerca sobie i tylko sobie przypisuje zasługę nauczenia mnie tej skomplikowanej sztuki lepienia. Chylę czoła i przyznaję, inspiracja jest oczywista! ALE to ja dodałam do oryginału świeży imbir :P

Wbrew pozorom kule, dzięki połączeniu ryżu z sezamem, są bardzo sycące. To danie dla dorosłych i dzieci. Mój szynek zjadł trzy kule i zagryzł (swoim jednym milimetrowym zębem) marynowanym imbirem:)

Ryżowe kule szpiegule

2 szklanki ryżu Perla Kukusai

2 szklanki wody

kubik 1cmx1cm świeżego imbiru

3 łyżki octu ryżowego (u mnie Mitsukan)

5 łyżek sezamu

sól wg uznania

 

Ryż gotujemy jak do sushi. Podaję swój sposób. 

Suchy ryż wsypujemy do garnka. Płuczemy pod wodą (tzw. kranówą) ok. 8 razy. Płuczemy oznacza w tym wypadku przeczesywanie palcami, względnie delikatne, acz zdecydowane masowanie każdego ziarenka z osobna i wszystkich naraz:) Nie ważne jak, ważny jest efekt: ziarenka muszą pozbyć się skrobi, stać się lekko przeźroczyste, ale nie powinny się połamać. Po tych zabiegach pielęgnacyjnych odlewamy wodę i zalewamy ryż 2 szklankami czystej (wody). 

Wstawiamy na gaz na maksa i szczelnie przykrywamy (pokrywką lub folią alu). Gdy zabulgocze, solimy i na sekundę zdejmujemy z gazu i wstawiamy ponownie, tym razem na minimalną moc. Po około 10 minutach woda powinna się wchłonąć. Można sprawdzić czy ryż jest wystarczająco miękki. Jeśli nie, zostawiamy go pod przykryciem na wyłączonym już gazie, żeby doszedł. 

Gdy ryż jest gotowy, zdejmujemy pokrywkę i zostawiamy ok 10 minut do ostygnięca. Jeszcze ciepły ryż traktujemy octem. Mieszamy wszystko tak, by nie połamać ziarenek. Następnie dodajemy starty imbir i mieszamy ponownie. Zostawiamy na kolejne 10 minut. 

Jeszcze letni ryż formujemy za pomocą mokrej dłoni w zgrabne kulki. WIelkość zależy od upodobania. U mnie była dopasowana do wielkości dzieciakowej dłoni:) Nasze małe dzieła sztuki obtaczamy w uprażonym wcześniej na suchej patelni sezamie. Podajemy razem z marynowanym imbirem i sosem sojowym. Jemy rękami.

Kulki najlepiej smakują po zupełnym ostudzeniu. Mogą też spokojnie poczekać na swoją kolej w pudełku lunchowym - polecam jako obiad do pracy.

 

wtorek
lip172012

Curry na pokrzepienie... bo wiatr, bo chmury, bo dzieciak nie chce jeść

  

Curry to ulubiona mieszanka przypraw dzieciaka. Zawsze mu smakuje. Smakuje = nie pluje jedzeniem na odległość = pozwala sobie włożyć 5,5 łyżki do łyja. Ponieważ mamy ostatnio strajk głodowy i dzieciak żywi się wyłącznie tym, co matka i jej przyległości produkują, trzeba było uruchomić plan awaryjny. Zatem: curry.

O zaletach tej przyprawowej mieszanki można pisać elaboraty. Najbardziej zbawiennym elementem kombinacji jest niewątpliwie kurkuma, która ma nie tylko właściwości przeciwzapalne, ale też (dzięki kurkuminie) wykazuje silne działanie żółciotwórcze i rozkurczowe. Wyciągi z kurkumy poprawiają proces wchłaniania składników pokarmowych oraz pomagają w usuwaniu złogów żółciowych z układu żółciowego. Kurkuma, szczególnie w kombinacji z czarnym pieprzem, wykazuje silne działanie antynowotworowe. Przyprawa najlepiej zdaje egzamin zimą, bo w kuchni 5 przemian należy do przemiany ognia, szczególnie ważnej w naszej strefie klimatycznej — pomaga w odkwaszeniu organizmu i rozgrzewa.

W związku z powyższym jemy curry często. Dla siebie używam ostrej pasty. Gdy gotuję dla dzieciaka, najlepsza wg mnie jest mieszanka kamisu — łagodna, ale wystarczająco aromatyczna. Dziś użyłam kalafiora, który wspaniale przyjmuje smaki, a w tej kombinacji wychodzi wybornie.

 

Curry z czerwonym ryżem

1,5 szklanki czerwonego ryżu

pół średniego kalafiora

2 szklanki bulionu warzywnego

2 cebule cukrowe

2 ząbki czosnku

4 łyżki curry

1 łyżka kurkumy

3 łyżki rodzynek złotych (z bazarku)

4 łyżki nerkowców

sól

pieprz

papryka ostra w proszku

szczypiorek do dekoracji

Cebulę dusimy z czosnkiem na kilku kropach wody. Gdy jest zeszklona, dodajemy ryż i podgrzewamy przez kilka minut, mieszając.

   

Podlewamy bulionem warzywnym, zmniejszamy ogień i przykrywamy folią aluminiową - niech się poddusi 12 minut. Następnie dorzucamy pokrojonego w plastry kalafiora, mieszamy. Dodajemy curry i kurkumę i podlewamy szklanką wody. Na końcu dodajemy rodzynki. Przykrywamy folią i dusimy przez 15 minut na minimalnym ogniu.

Tę potrawę musimy gotować tyle, ile każe nam nasza kuchenka. Różne są moce przerobowe tych cudowych maszyn (moja mocno grzeje), więc po czasie podanym w moim przepisie należy próbować.

 Gdy ryż jest miękki, a kalafior jeszcze jędrny, dosmaczamy wg naszych wymagań - sól, pieprsz, papryka ostra.

Na koniec posypujemy potrawę nerkowcami. W wersji zdrowszej powinny być surowe, w wersji smaczniejszej - podprażone na suchej patelni :) Tak czy inaczej są one jedynym źródłem tłuszczu w tej potrawie, bo nie dodałam do niej nawet kapki oliwy. Dla dzieci i nie-wegan doskonale sprawdzi się zwykłe surowe masło, w roli wykończenia. 

 

 

Curry świetnie smakuje w towarzystwie puree ze słodkich ziemniaków. Ale o tym... innym razem :)