Search
Durszlak.pl

Entries in tofu (2)

piątek
lis232012

Kotleciki wegańskie ze szpinakiem i tofu

 

Bardzo lubię manualne prace w kuchni, a najbardziej lubię lepić:) Może dlatego, że robię to dość rzadko:) 

Najczęściej lepię kotleciki, bo moi panowie bardzo lubią taką formę. Mięsożercy zwykle zapominają o tym, że kotlety wcale nie muszą być mięsne. Wystarczy kilka smacznych składników o dobrej konsystencji i mamy pyszne, pełne danie. 

Rano ugotowałam kaszę jaglaną, którą częściowo zjedliśmy na śniadanie. Pozostałą część stała się bazą kotlecików. Użyć można każdej kaszy, którą lubimy. Dla lepszego efektu powinna być dość miękka, a nie sypka. Doskonale do lepienia nadają się rośliny strączkowe, jak ciecierzyca i fasola. Ja użyłam tego, co miałam w lodówce i efekt był bardzo smaczny. 

 

Kotleciki wegańskie ze szpinakiem i tofu

200 g szpinaku

2 szklanki ugotowanej kaszy jaglanej

2 ząbki czosnku

100 g tofu rosso

1 czubata łyżka koncentratu pomidorowego

łyżeczka oliwy

łyżka mąki z ciecierzycy

bułka tarta bezglutenowa

olej do smażenia

Szpinak lekko posiekałam i poddusiłam z czosnkiem i odparowałam wodę (trochę musi zostać). Dodałam ugotowaną kaszę i dokładnie wymieszałam. Tofu pokroiłam na małe kosteczki (i tak rozpadnie się w masie) i dodałam do miski. Następnie wrzucamy kolejno wyciśnięty czosnek, koncentrat pomidorowy, oliwę i mąkę z ciecierzycy. Jeśli masa jest za sucha, podlewamy odrobiną wody. 

Lepimy kotleciki - z wyczuciem. Każdy obtaczamy w małej ilości bułki tartej bezglutenowej (można ją pominąć) i obsmażamy na złoto na rozgrzanej patelni. Kotleciki można też przygotować w piekarniku, ale trzeba bardzo pilnować, by się nie wysuszyły. To jest oczywiście bardziej dietetyczny sposób na obiad. 

Gotowe kotlety podałam z sałatą, pomidorami i podpieczonymi pieczarkami z pieprzem z sosem balsamicznym. 

 

 

 

środa
cze062012

O jedzeniu z dzieciakiem i białkowy fastfood

Propozycja na szybko, czyli to, o czym matka bardzo często marzy. 

Na początek mały wtręt na temat wspólnego jedzenia. Jestem na diecie bezglutenowej, w związku z tym na codzień, gdy jesteśmy z szyneczką sami, jemy to samo, czyli bez glutenu. Dzieciak dodatkowo gluten dostaje najczęsciej w postaci pieczywa lub domowych kluseczek (coś ekstra, gdy matka jest łaskawa). Gdy przychodzi weekend, zwykle glutenowe szaleństwo jest większe, bo tatko je z nami. Jestem zwolenniczką jedzenia posiłków całą rodziną i tego, by dzieciak siedział ze wszystkimi przy stole. Z tego względu mamy krzesełko bez stoliczka - bardzo popularny w skandynawskich domach tripp trapp: 

 

Dzieciak je mało i jest z gatunku szyneczek mało otłuszczonych, żeby nie powiedzieć chudych. Po tatce. Natomiast jest też bardzo ciekawy wszystkiego, co znajduje się na stole i co jemy my. Dlatego odkąd skończył magiczne 6 miesięcy, zawsze siedzi przy stole z nami i “je” to, co my. Nazwijmy to próbowaniem. 

W książkach “metodę” nazywają BLW. Dla mnie jest to jedna wykorzystywanych sztuczek, które mają na celu nauczenie dzieciaka, że jedzenie jest ciekawe i że warto wszystkiego spróbować. Nie jestem ortodoksem i podaję czasem zupę, czy inne jednogarnkowe danie łyżką. Wiem wiem, są matki cierpliwe, które pozwalają dziecku wyjadać ziemniaki ręką z barszczu czerwonego. Bo to jest naturalne, daje dziecku wolność. To nie ja.  

Podsumowując: dzieciak zawsze je z nami przy stole. Próbuje wszystkiego, z zastrzeżeniem, że bardzo uważam na sól i tłuszcz i ostre przyprawy (które bardzo lubimy) - organizm dziecka nie jest na te sprawy jeszcze gotowy. 

Makaron - teraz kilka zdań o nim. 

Makaron “sojowy” powinien być prawdziwy, czyli najlepiej z groszku i fasoli:) Spokojnie, najważniejsze, by był bez glutenu. Ja używam Longkou vermicelli. Czytamy skład i będzie git. Ja bardzo dokładnie przeglądam etykietki.

Ta propozycja jest prosta i moje podniebienie zadowala w pełni. Nie podałabym tego na romantyczną kolację, ale lunch jest to, śmiem twierdzić, idealny. Daje sytość na dobrych kilka godzin i dzięki pikanterii, rozpala energię życiową do czerwoności!

Składniki:

100 g makaronu “sojowego”

100 g wędzonego tofu

puszka ciecierzycy

łyżka pasty curry

bezglutenowy sos sojowy

rukola - wg uznania

pół avocado

sezam

szczypiorek

Makaron zalewamy wrzątkiem i zaparzamy przez 5 minut. W tym czasie rozgrzewamy patelnię i wrzucamy na nią wędzone tofu (ma bardzo wyrazisty smak) i cieciorkę (może dobrej jakości z puszki). Podsmażamy. Można patelnię posmarować tłuszczem, ale ja na niego uważam, więc chwilę prażę składniki na suchej patelni, a następnie podduszam na kilku kroplach wody. Po chwili wrzucamy na patelnię odcedzony (może zostać trochę wody) makaron i mieszamy. Część główną mamy za sobą, teraz przyprawiamy. Ja do mojego makaronu dodałam łyżeczkę Yellow Curry Paste (bardzo ostre - dzieciak w to miejsce dostaje szczyptę kurkumy i cuminu) i łyżkę bezglutenowego sosu sojowego Kikkoman. Wszystko wymieszałam na ciepłej patelni. Na koniec zimne składniki, bo wiosną uwielbiam dodawać do ciepłych potraw składniki surowe - taki rytuał przejścia do lata. Porwaną rukolę (ja dałam ok. 20-30 g) ii avocado wrzucam, mieszam i szybko przekładam do miski. Całość posypuję szczypiorkiem i prażonym sezamem.

Nie użyłam do dania żadnego tłuszczu, poza tym w avocado i sezamie. Te w zupełności zaspokoją potrzeby naszego organizmu, a smakowo potrawa niczego wg mnie nie traci. No, może kilka kropel oliwy z chilli lub oleju sezamowego w roli wykończenia, nadałoby potrawie jeszcze ciekawszy wymiar…

 

To danie to świetny, wysokobiałkowy fast food. Jeśli lubicie składniki, takie połączenie powinno skutecznie połechtać wasze podniebienia.

Najlepiej smakuje jedzone pałeczkami. Ja akurat byłam w niedoczasie, więc danie połknęłam w mniej wyrafinowany sposób:)